|
|
|
"Teraz radzę innym, jak chudnąć"- Pani domu, nr 27. 03.07.2000.
Pani Teresa zawsze kochała jeść. Nie zauważyła, kiedy zupełnie przestała to kontrolować. - Do południa potrafiłam zjeść
trzy opakowania lodów familijnych i całą blachę ciasta - opowiada. Bez przerwy coś podskubywałam z lodówki. Tyłam, ale
nie myślałam o tym. Nie chciałam myśleć. Pamiętam, jak ktoś zapytał mojego męża, ile ważę. "Pewnie ze stówę" - odpowiedział.
Chciałam zaprotestować, ale najpierw, na wszelki wypadek, stanęłam na wadze. Do "stówy: brakowało tylko 3 kilogramów.
Spojrzałam w lustro... "Eee, jeszcze nie jest ze mną tak źle" - stwierdziłam. "Grubsze ode mnie chodzą po ulicy. I wcale się
tym nie przejmują". Ale było mi trochę wstyd. "Od poniedziałku się odchudzam" - zapowiedziałam rodzinie. W niedzielę najadłam
się jak wilk, bo byłam przekonana, że następnego dnia nawet nie zajrzę do lodówki. Oczywiście, znów się objadłam. "Odchudzam
się od następnego poniedziałku"- obiecałam sobie. Już nie pamiętam, ile było tych poniedziałków...
  W końcu, 7 lat temu, przez tuszę zaczęły się kłopoty ze zdrowiem. Potworny ból, kłopoty
z chodzeniem. "Musi pani zrzucić trochę kilogramów. Inaczej wkrótce będzie pani kaleką. Staw biodrowy tego nie wytrzyma"-
powiedział lekarz. Wtedy naprawdę się przeraziłam. I już nie czekałam do następnego poniedziałku.
 |  |
przed kuracją | nagroda po skutecznej walce z nadwagą |
  - W jednym z programów telewizyjnych zachwalano dietę 1000 kalorii - opowiada pani Teresa.
"To coś dla mnie" - pomyślałam. Dokładnie zapisywałam, co jem i jaką wartość energetyczną ma potrawa. Magicznego
tysiąca starałam się nie przekraczać. Na efekty nie musiałam długo czekać. Po miesiącu ważyłam już 8 kilo mniej.
Postanowiłam, że schudnę jeszcze bardziej. Czytałam o odchudzaniu wszystko, co tylko wpadło mi w ręce. Kiedy schudłam
kolejne kilka kilogramów, "przypomniało" mi się, że z wykształcenia jestem żywieniowcem i mogę innym doradzać, jak się
odchudzać. To stało się moim sposobem na życie i na utrzymanie diety. Zostałam konsultantką firmy, która sprzedaje
produkty pomagające szybko i bezpiecznie schudnąć. Zachęcam do ich kupna, ale też pilnuje, by klienci przeprowadzali
kuracje pod kontrolą lekarza. Tak jak ja to robiłam. Teraz, po dziewięciu miesiącach odchudzania, ważę już 35 kilo mniej.
Mąż śmieje się, że wreszcie może objąć mnie w pasie. Nic mnie nie boli, a o kłopotach z chodzeniem zapomniałam. Codziennie
wieczorem chodzę na spacery - dokładnie 8 kilometrów. I wcale nie czuję się zmęczona.
  - Chociaż straciłam tyle kilogramów, nie wpadłam w euforię - mówi pani Teresa - Wiem, że
ludzie, którzy byli grubi i schudli, przez całe życie będą musieli kontrolować dietę. Nie chcę powtórzyć błędu tych, którzy
stracili kilkadziesiąt kilogramów, a po pewnym czasie "nadrobili" wszystko z nadwyżką. Wydawało mi się, że - skoro przestali
być grubasami - mogą jeść tyle, co kiedyś. Niestety... Utrzymanie wagi to ciągła walka.
  Pani Teresa przyznaje, że miewa chwile słabości. - Czasem podjadam, ale szybko przychodzi
opamiętanie - śmieje się. - Miernikiem tuszy są dla mnie moje najwęższe spodnie. Kiedy czuję, że z trudem zaczynam się w nich
dopinać, przechodzę na dietę, wsiadam na rowerek i pedałuje ile sił w nogach.
|